# 36
Złe, niedobre rzeczy.
Chociaż weekend taki błogi, wspólne gotowanie (wymiatamy po prostu), rowery, grill u Baby Jagi na działce. Z Nim każda czynność jest warta wysiłku i daje tyle radości. Bo wszystko razem, razem, razem. Bo w końcu jest czas na to razem.
A tu wracają jakieś problemy - niby dawno zażegnane, a okazuje się, że tylko uśpione.
Ale mam w dupie retrospekcję, bo przyprawiają mnie o mdłości myśli o tym, co było.
--
Z Friends lekko przeginamy, ale tak mi się skojarzyło teraz, co tam - przecież nie ma to jak wyszukane porównanie do bohatera filmowego (telewizyjnego, wiem. No i co, to gorzej?).
So I was sayin'... Oglądaliśmy ten odcinek, w którym Phoebe znalazła policyjną odznakę, wkręciła się w klimat cops and bad guys i przerzuciła się na język rodem z seriali o dobrych policjantach i wstrętnych bandziorach.
Tak mi się pomyślało, że jakbym chciała opisać ostatnie moje przejścia, to chyba takim językiem właśnie, więc byłoby to trochę śmieszne i pretensjonalne.
1) To nie tak jak myślicie.
2) Żyję w ciągłym strachu.
3) Nie pozbędziemy się go tak łatwo.
4) Możemy mieć przez niego kłopoty.
Śmieszne, nie?
Bo w rzeczywistości jakoś wcale.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz